piątek, 26 czerwca 2009

Duży facet od małego faceta może wiele się nauczyć

Kolejny dzień wakacji za nami. Asia ożywiła się nieco i już rozpoczęła pakowanie na wczasy. Przygotowała nie mniej niezbędnych skarbów niż w zeszłym roku, więc znów aż strach myśleć o czekającej mnie przeprawie z dzieckiem (czyt. konieczności wytłumaczenia, dlaczego nie możemy zabrać wszystkiego i nakłonieniu jej do zadecydowania o kilku tylko zabawkach).
Jakiś czas temu tata Asi zmobilizował się wreszcie i zamontował na dachu samochodu bagażnik własnego pomysłu na trójkołowy rower i nawet przychylił się do mojego pomysłu sprzed roku, by pojazd zabrać nad morze. Wtedy nie udało mi się męża przekonać, że dzięki temu Myszka będzie miała dobry kontakt i z dziećmi chodzącymi, i z tymi mobilnymi - na rowerku będzie mogła towarzyszyć jeżdżącym na wózkach. Sporo czasu małż potrzebował, ale ważne, że przetworzył dane w odpowiedni sposób.
Tak więc Asik cieszy się niesamowicie z wizji przemierzania międzywódzkich uliczek na rowerze i opowiada o tym każdemu, kto tylko się napatoczy.
Dziś padło na Maxa, synka śp. Doroty, którego "porwałam" od taty wracając z drobnych zakupów. Jacek ciężko pracuje - zaczyna ok. północy i wraca do domu często dopiero popołudniu (jest cukiernikiem) - i mimo wydatnej pomocy swojej mamy i szwagierki, ktora sama ma malutkie dziecię, ciężko mu, jako samotnemu ojcu, pogodzić pracę zawodową z opieką nad latoroślami. Nasze dzieci bardzo lubią spędzać czas na wspólnej zabawie. Pomyślałam sobie zatem, że zabierając Maksa na szaleństwo zabawowe do nas w prosty i niezobowiązujący sposób pomogę Jackowi, który w tym czasie całkiem spokojnie będzie mógł złapać trochę snu przed kolejną nocko-dniówką.
To zdaje się nie bardzo spodobało się tacie Asi, niestety. Max jest chłopcem żywiołowym i ruchliwym, pięcioletnim dopiero. Jest sympatyczny i taki pozytywnie emocjonalny, jednak ma pewne niedociągnięcia wychowawcze, a z uwagi na wiek brak mu jeszcze pełnej zdolności przewidywania konsekwencji własnych czynów. Bardzo przykro mi było, a i zażenowana równie mocno byłam, gdy mój mąż Maxa podniesionym tonem strofował o małoznaczące rzeczy (np. mówienie z pełną naleśnika buzią), czy nawrzeszczał za ziemię, która obsypała się na taras z niesionego przez Maxa kwiatka, którego kilka chwil wcześniej wyrwał z korzonkami. Rzecz, moim zdaniem, zupełnie nie warta interwencji, a zwłaszcza tak nieprzyjemnej w odbiorze. Kilka ruchów miotła i po skutkach "przestępstwa".
Pod koniec Maksiowej wizyty dzieciaki poprztykały się na tyle, że Asiolek wpadł w rozpacz okraszona krokodylimi łzami. Max, facet pełen empatii, podszedł do niej, przytulił, przeprosił i znów oboje byli w dobrej komitywie. Nie przeszkodziło to jednak mojemu mężowi warknąć do mnie, że towarzystwo Maksa źle wpływa na Asię, co w przekładzie na swojski slang brzmi dokładnie "Nie życzę sobie kolejnych jego wizyt u nas".
A wystarczy chwilę pomyśleć...Przecież dzieci w tym wieku dopiero uczą się nie tylko zachowań społecznych, ale i odróżniania dobrego od złego, że waśnie pomiędzy nimi, to nie tylko naturalny proces rozwojowy, ale i element zdrowych relacji. Jestem przekonana bowiem, że tam, gdzie nie ma sprzeczek i sporów jest tylko obojętność. Zresztą czy można dyskryminować kogokolwiek tylko dlatego, że nie jest uosobieniem czyjegoś wydumanego wyobrażenia o nim? A czy rodzic ma prawo wybierać swojemu dziecku kolegów i koleżanki, jeśli z ich strony nie zagraża mu odkulturalnienie i demoralizacja? Ja mówię stanowczo NIE! Dziecko, z którym się jest tak naprawdę a nie tylko obok niego, z którym dużo się rozmawia prowokując do refleksji i wyciągania własnych wniosków z ogromnym prawdopodobieństwem będzie umiało dobrać sobie znajomych i nie złamie wpajanych mu zasad moralnych. I już na etapie wczesnodziecięcym trzeba mu dać szansę na wkroczenie z mądrością w odległy etap życia, na którym autorytet rodzicielski traci znaczenie. Bycie blisko dziecka pozwala nam dobrze je poznać, a wówczas o wiele łatwiej okazywać mu zaufanie, do jakiego ma prawo także kilkulatek nie zdający sobie sprawy, że rozsądny rodzic i tak dyskretnie nad nim czuwa.
Poza tym Asia jest w nieco specyficznej sytuacji. Mieszkając z dala od wielkiego skupiska ludzi, w trudnej dla nas do pokonania odległości od placu zabaw pomiędzy blokami mieszkalnymi, Myszka jest wyizolowana z podwórkowej grupy rówieśniczej, z jaką kontakt ma niepodważalny - moim zdaniem - wpływ na prawidłowe dojrzewanie emocjonalne. Tym bardziej więc nie mogę pochwalić stanowiska mojego męża, skoro Maks jest właściwie jedynym dzieckiem w okolicy, z którym Asia może się bawić i z jego bardziej zaawansowanych doświadczeń życiowych korzystać.
No, nie podoba mi się to i tyle. I zrozumieć nie mogę, jak w ogóle takie bzdury w/w mogą dorosłego, podobno panującego świetnie nad emocjami, rozjuszyć...

PS. Zanim weszliśmy z Maksiem do domu, Asia dostała od którejś z sióstr cynk o gościu i wyszła na zewnątrz. Oboje stanęli naprzeciw siebie jakby poraz pierwszy w życiu się spotkali.
- Asiu, jak ty ślicznie dziś wyglądasz.- rzekł Maks z niekłamanym zachwytem.
- Dziękuję Ci, Maksiu. - Wykrztusiła zawstydzona nieco Asia.

5 komentarzy:

Agnieszka pisze...

Witaj Marto,
Zapewniam Cię, że absurdy prezentowane przez niektórych dorosłych śmiało przyrównać można do myślenia trzylatka. Niestety dorosły egoista i plotący głupoty nie wywołuje rozczulenia jak małe dziecko. Kochana, nie martw się, mam nadzieję, że kiedy spoglądasz na Asię, masz poczucie ile osiągnęła i pokonała przeciwności DZIĘKI TOBIE. A mąż, .... no, cóż nie wszystkim musimy się podobać.
Życzę udanego urlopu.
Agnieszka

Anonimowy pisze...

Dzieci ułożone, grzeczniutkie i siedzące w kącie cichutko są poprostu...nudne.;)


Telefon mam ciągle ten sam,więc dzwoń.Do zobaczyska.:))
Kasia

*** pisze...

Kasiu, nadajemy na tym samym paśmie. Hi hi.

Zadzwonię na bank. I już nie mogę doczekać się naszego spotkania! Łatwiej było znieść długie niewidzenie w realu, gdy można było spotkać się w Grzesiaczkowym wirtualnym zakątku.;)

PS. Masuj tyłek, kochaniutka.;)

Anonimowy pisze...

A będą bić? :)))))))))))

Jak Grzesiek sobie Ciebie przypomni to zaprosi napewno na Naszą Klasę.

Anonimowy pisze...

A będą bić? :)))))))))))

Jak Grzesiek sobie Ciebie przypomni to zaprosi napewno na Naszą Klasę.