poniedziałek, 2 listopada 2009

Zaduszki

Mój chrześnik i chrzestna mojej Asi i Agnieszki...
Na zawsze w moim sercu...






Marta

niedziela, 1 listopada 2009

"Nie stój nad moim grobem i nie płacz...
mnie tam nie ma, ja nie śpię..."









czwartek, 29 października 2009

Asia właścicielką nowej bryki ;)

Górale chyba na nowo muszą uczyć się przewidywania pogody, bo piękną polską jesień jeszcze nam obiecywali na koniec października, a tymczasem za oknami zwykła jesienna słota, odstraszająca od wyściubiania nosa z domu.
Zresztą my od dzisiaj i tak być może przez czas jakiś siedzieć w domu będziemy, bo Asia obudziła się dziś z mocno podwyższoną temperaturą. Jutro przed południem tylko wybieramy się do przychodni, którą zresztą darowałabym sobie, gdyby nie wizja rozpoczynającego się weekendu. Łatwiej z receptą do apteki się udać, niż szukać w te wolne dni pediatry.
Muszę dodać, że to jutrzejsze wyjście będzie wyjątkowe i Myszka, mimo że osłabiona, doczekać się go nie może. Bo jutro Asik zaliczy pierwszą jazdę nową bryką. Po domku radzi sobie całkiem nieźle, ciekawe, jak jej pójdzie w terenie. Dziecię cieszy się, podkreślając od wczoraj "nareszcie nie jestem dzidziusiem". Szkoda, że nie widzieliście tego błysku w oczach, gdy przedstawiciel Medortu z wózkiem do domu wkroczył. Tak, tego właśnie mojemu dziecku trzeba było.

Pozdrawiam,
Marta.

poniedziałek, 26 października 2009

My także korzystamy z funduszy unijnych

Niektórzy z Was wiedzą, że od niemal pięciu lat jesteśmy rodziną zastępczą. Nasza rola powoli dobiega końca. Nasza Ania w lutym skończy 18 lat i w dniu jej urodzin automatycznie wygaśnie postanowienie sądu. Tymczasem od września jesteśmy systematycznie szkoleni przez MOPS w ramach projektu finansowanego z funduszy unijnych. Znajomi śmieją się, że pewnie szykuje nam się siurpryza w postaci wmanewrowania nas w kolejną rodzinę zastępczą, ale tym razem specjalistyczną.
W planach mamy pisanie programu usamodzielniania Ani pod okiem pracownika MOPS-u z działu rodzin zastępczych i to niebawem, bo już w listopadzie. O innych nie wiem nic. I nie jestem pewna, czy chciałabym się dowiedzieć.
Czuję się już zmęczona tą niesamowitą odpowiedzialnością za przyjęte do rodziny dziecko i problemami (wcale nie wychowawczymi), jakie w minionych latach z tego powodu na nas spadły. Ot, choćby sprawa wypowiedzenia Ani umowy najmu na mieszkanie pozostałe jej po śmierci mamy. Finał co prawda korzystny był, ale ile nerwów, nieprzespanych nocy i pieniędzy nas to kosztowało to tylko my wiemy. Męczą też krzywdzące opinie, że zdecydowaliśmy się na ten krok, bo niezłą pensję za to dostaję, gdy tymczasem niespokrewniona rodzina zastępcza (a taka właśnie jesteśmy) nie pełni swej funkcji zawodowo, więc nie pobiera z tego tytułu żadnego wynagrodzenia. Jest ustanawiana przez sąd rodzinny i przed nim składa sprawozdania z opieki nad dzieckiem.
A z drugiej strony, gdy patrzę na Asika wychowywanego między dorosłymi w sumie tylko, to myśl o przyjęciu do rodziny dzieciątka w podobnym wieku jest dość kusząca.
Szkolenia rozpoczęły się wyjazdem integracyjnym kilkunastu wytypowanych rodzin zastępczych na weekend do Bochni. Poza wykładami zwiedzaliśmy zamek w Nowym Wiśniczu, kopalnię soli, a podczas gdy ja spędzałam niedzielne przedpołudnie z Asią w Centrum Aktywnego Wypoczynku "Borek" Jurek skorzystał ze...SPA.
Oto kilka fotek z tego wyjazdu. Ani na nich nie znajdziecie, bowiem w tym czasie cały tydzień spędzała na wyspie Wolin na warsztatach filmowych.

Zamek w Nowym Wiśniczu



W zamkowym muzeum



Obiad w hotelowej restauracji



Przez cały pobyt Asia była otoczona wianuszkiem starszych dziewczynek, które non stop spierały się o pierwszeństwo pchania jej wózka i pomagania jej w razie potrzeby



W parku zabaw



Ja, Asia i jej starsza siostra, Agnieszka



Pełna radocha



To by było tyle na dziś.


Pozdrawiam serdecznie,
Marta.

niedziela, 25 października 2009

Marzy mi się lato

Moja rodzinka śpi smacznie skwapliwie korzystając z dodatkowej godziny snu, a ja walczę z pojawiającym się regularnie raz na miesiąc koszmarnym, kilka dni trwającym bólem głowy. To już piąty z rzędu, więc wg wszelkich prawideł dziś wreszcie powinnam odetchnąć z ulgą, czego zresztą właśnie na dzień dzisiejszy życzę sobie serdecznie. Wybieramy się bowiem na piękną uroczystość moich teściów - 50 rocznicę ślubu. Miło byłoby tylko jubilatom uwagę poświęcić.
Szczerze mówiąc nie żałuję takich nieprzespanych nocy. W ciągu dnia niewiele czasu mam stricte dla siebie z uwagi na liczne obowiązki, a wykradanie go na to, co lubię i chcę choc przez kilkanaście chwil w ramach odsapki robić, zwykle kończy się sprawami niecierpiącymi zwłoki. Moich domowników oczywiście, w pełni samodzielnych i niezależnych dopóki nie zaszyję się w swojej dziupli.
Noc to cisza, spokój i ukojenie duszy po rozemocjonowanym dniu, chwile sprzyjające refleksjom. Z radia sączą się przeboje mojej młodości, herbata w szklance paruje...Uwielbiam. Zresztą ja nie skowronek a sowa jestem i nocą znacznie lepiej funkcjonuję.
Ranki miewam fatalne. Szczególnie takie jak dzisiejszy - paskudny, bo mglisty, dżdżysty i ponury. Oj, ciężko zastartować wówczas z gebą rozjaśnioną uśmiechem i jedna myśl mnie w takich chwilach ogarnia - ja chcę lata! Z przekory, bo generalnie za nim nie przepadam.
A skoro już przy lecie jestem, to robiąc sobie porządki w zakładkach natrafiłam na dawno nieodwiedzaną stronkę, czyli całkiem już zapomnianą. I znalazłam na niej taką letnią właśnie fotkę, którą prezentuję poniżej.



Fota ta została kiedyś tam, obok paru innych, zakwalifikowana do banku zdjęć. Tak dla sprawdzenia swoich umiejętności je przesłałam. Dziś zastanawiam się, kiedy uda mi się robić lustrzanką zdjęcia równie dobre co przeciętnym kompaktem. Hmmm...

Pozdrawiam serdecznie i życzę miłej niedzieli,
Marta.