Lot minął spokojnie, nawet przespać nieco udało mi się mimo ryku silników i wątpliwości przyszłego zięcia. Nie był to mój pierwszy w życiu lot, ale poraz pierwszy poznałam zwyczaj oklaskiwania przez pasażerów umiejętności pilota, który bezpiecznie posadził maszynę. Jak tylko koła sięgnęły pasa startowego rozległy się gromkie brawa i okrzyki radości. Sympatyczny to rodzaj podziękowania za szczęśliwy lot.
Glasgow przywitało nas nieco pochmurną aurą, z przebłyskami słońca, które nawet trochę przygrzewało. Po szybkiej odprawie udaliśmy się odebrać wypożyczony samochód i ruszyliśmy do Hamilton, do Ulci, która już nie mogła się nas doczekać.
Pogoda pozwoliła na kilka dość udanych zdjęć zza szyby

Przed halą lotniska

A oto nasze szkockie autko

Czas w dalszą drogę

Dostojne szkockie radary

Cdn.
Pozdrawiam Was serdecznie,


















2 komentarze:
ten widok zza okna przypomniał mi moje chwile spędzone w samolocie ;)
Co do ramek do ściągnięcia, jeszcze się do tego nie zabrałam...Marcel smarka się po same pachy...a marudny, że nawet do łazienki jak idę to płacze.
Pozdrawiam i czekam na dalszą relację ;)
Super ta fotka z samolotu.... Byśkowi się bardzo podoba i mówi, że chciałby z ciocią tak polecieć ;)
Prześlij komentarz