
Otóż Myszka, nagabywana od czasu do czasu prośbami "Zacznij no wołać na kibelek, bo przecież potrafisz", po przebudzeniu zażądała podstawienia tronu. I słusznie, słusznie, bo pojawiło się w nim i siusiu, i dorodny kupsztal.
Szkoda tylko, że cewnikowanie potwierdziło, że Myszka nie wypróżnia pęcherza do końca, ale to nic. Może z czasem wszystko zmieni się na lepsze...? W każdym razie nie tracę nadziei na to, jak i na to, że te kibelkowe przebłyski staną się w końcu rutyną. Przecież wszystko może się zdarzyć, prawda?


















3 komentarze:
wszystko może się zdarzyć...i zdarzy się....
I trza w to wierzyc... Bysiek też posadzony na kibelek czasem kupkę zrobi (jest to oczywiście czysty przypadek), a i siuśki tam lądują, ale tak jak u Asiola później cewnik i niestety zawsze jeszcze wyciągamy resztę... No cóż... trza wierzyc... :)
Kaju, dobrze prawisz. Wiary nie można tracić. A Twoje słowa, Ewciu...cóż...oby się sprawdziły.:)
Pozdrówka, buziaki.
Prześlij komentarz