środa, 23 marca 2011

Przedkomunijnie już...

Kilka dni temu wzięliśmy udział w uroczystej mszy świętej. Z uwagi na jej charakter sięgnęłam pamięcią do dnia chrztu świętego Joasi i nie mogłam powstrzymać łez...Tamten dzień był pełen bólu i niewyobrażalnego niepokoju. Ja w jednym szpitalu, obolała po cesarce, z telefonem komórkowym w garści, Asieńka w drugim, oczekująca na pierwszą w życiu operację...Miała zaledwie 7 godzin, gdy szpitalny kapelan udzielił jej sakramentu chrztu...a ja wyłam z żalu z dala od niej...Ale w czwartek byłam przy Myszce i w duchu znów dziękowałam Bogu za to że ją mam, i że moich błagań o mądrą główkę wysłuchał, a i na prośby o jej jak największą sprawność i samodzielność nie pozostał głuchy...Wzruszyłam się nieziemsko patrząc, jak Asia podąża ze swoją świecą w kierunku paschału...ech...

Przygotowania do komunii świętej zaczynają nabierać tempa. Może nie w każdej rodzinie, ale u nas owszem. Za niecałe trzy tygodnie Asia ma być operowana, więc do tego czasu właściwie wszystko powinnam mieć już dopięte choć na przedostatni guzik.
Tak więc catering (obiad) już zaklepany, lista niezbędnych zakupów zrobiona, alba do odebrania jutro, a Myszka jest już na końcówce zaliczeń u katechety.
Jeszcze tylko elegancka sukienka na zmianę i buty, z którymi - jak zwykle, a nawet bardziej - jest problem. Może Aurelka zechce wykonać z białej skórki wybrany przeze mnie wczoraj model? Dowiemy się jutro. Jeśli nie, to trudno. Zwariować się nie dam i nie zapłacę 700 czy 900 złotych za buty na jedną okazję. Tym bardziej, że po pierwsze moje dziecię doskonale rozumie sytuację, a że my nie robimy z tego wielkiego "halo", że muszą być śliczne typowo dziewczęce, nie biadoli na ewentualną konieczność założenia białych adidasków, a po drugie jesteśmy z jej tatą mistrzami nastroju, więc z całą pewnością i tak będzie czuła się wyjątkowo w tym wyjątkowym dla niej dniu.
Teraz czekam na odbiór zaproszeń i martwię się, bo trochę zagapiłam się, więc istnieje ryzyko, że przed operacją nie zdążymy wręczyć ich gościom, a zanim Asik dojdzie do siebie po zabiegu, to za późno już będzie. Pewnie skończy się tym, że któreś z nas, ja albo Jurek, wręczy je w jej imieniu.

"Awers" zaproszenia wg projektu drukarni



"Rewers" wg projektu Asikowej "mami"

3 komentarze:

KajaS pisze...

3 tygodnie - dużo czasu ;) Dacie radę! Tym bardziej, że tyle macie już pod kontrolą :)
Bardzo się cieszę, że my jesteśmy rok po i co najmniej 3 lata przed :)
Pozdrawiam.

DorotaHubert pisze...

Zaproszenia śliczne...KajaS ma racje, zdążycie na czas z rozdaniem zaproszeń.
Trzymamy kciuki za ładna pogodę 15 maja :)
Buziaki.

kaja pisze...

Zaproszenia piękne, jestem pewna że jak by nie było to będzie dobrze:)Co do butów no cóż fajnie będzie jak Aurelka da radę zrobić po Waszej myśli , a jak nie ...to przecież nie o buty w tym wszystkim chodzi chodzi :)Pozdrawiam .