niedziela, 27 lutego 2011

Konsultacja u dr Kaweckiego - zakotwiczony rdzeń kręgowy

Pomimo Asikowej choroby z początkiem minionego tygodnia zdecydowałam się zapisać nas na konsultację neurochirurgiczną w/s zakotwiczonego rdzenia kręgowego. Licząc, oczywiście, na to, że do piątku wydobrzeje na tyle, by krótki nad wyraz spacer do i z samochodu w obie strony nic a nic jej nie zaszkodzi. Spełniło się. Asia co prawda jeszcze pokasłuje, ale z rzadka, więc jutro zasuwa już do szkoły. Bo co mi w domu będzie siedziała zanudzając o pozwolenie na oglądanie telewizji? Uczyć się ma i basta!
No, ale nie o tym przecież chciałam, tylko o wizycie u dr Kaweckiego.
Gość spokojny i wyważony. Może niespecjalnie wylewny, niemniej jednak po dokładnym zbadaniu Myszki rzeczowo i w jasny sposób odpowiedział na nasze wszystkie pytania, właściwie rozwiewając wątpliwości co do wyboru operatora, bez zwyczajowej jak dotąd chęci wysłuchania opinii jeszcze jednego co najmniej specjalisty. Oboje z mężem poczuliśmy, że możemy temu lekarzowi zaufać. Nie znaczy to zarazem, że się nie boję. Pierwszy raz w życiu potężny strach oblatuje mnie na samą myśl o zabiegu. Chyba dlatego, że po raz pierwszy mamy naprawdę wiele do stracenia, gdyby coś poszło nie tak.
Jeśli wszystko potoczy się pomyślnie i ręka lekarzowi nie zadrży z czasem stan unerwienia Asi poprawi się (jest nawet jakaś szansa, że zacznie kontrolować potrzeby fizjologiczne), a na pewno nie będzie gorzej niż aktualnie. O drugiej ewentualności nawet myśleć nie chcę, choć wiem, że istnieje ryzyko, bo wystąpienie komplikacji w jakiejkolwiek postaci oznaczałoby najprawdopodobniej, że Asik klapnie na wózku na zawsze.
Operację sfinansuje NFZ (i to jest dobra wiadomość, bo starczy pieniędzy na oba turnusy rehabilitacyjne), i nawet w długim ogonku czekać nie trzeba. Gdyby Myszka zdrowa była, to niewykluczone, że pan doktor już jutro chciałby mieć ją na swoim oddziale. Niestety, musimy odczekać ok. 3-4 tygodni po chorobie, więc pewnie na przełomie marca i kwietnia dopiero będziemy mieć TO za sobą. W najbliższych dniach mam się zgłosić w przyszpitalnej przychodni celem ustalenia terminu.
Na szczęście TO oznacza tylko tygodniowy pobyt w szpitalu (po powrocie do domu wskazanie: chodzić, chodzić i raz jeszcze chodzić) i to na dodatek w pobliskim, rejonowym zresztą, dziecięcym szpitalu uniwersyteckim potocznie zwanym Prokocimiem. Super, bo zmiennik w osobie Asikowego taty na miejscu będzie, dzięki czemu do domu wpadać będę na odświeżenie i odsapkę od szpitalnej nudy.
Zeznanie złożone, można iść spać. ;)

Pozdrawiam Was i życzę udanego nowego tygodnia,
Marta.

7 komentarzy:

DorotaHubert pisze...

To z całych sił trzymamy kciuki za powodzenie operacji....wszak inaczej być nie może!
Buziaczki z Rzeszowa.

Olga25 pisze...

Oj, to i ja kciuki zaciskam co by doktorowi ręka nie zadrżała!
Pozdrawiamy

Anonimowy pisze...

To i ja przyłączam się do trzymających kciuki o ręce pana doktora ;) no i oczywiście o szybkie dojście do siebie Asieńki!

Martek pisze...

Dzięki, dziewczyny kochane.
Pozdrówka cieplutkie. :)

KajaS pisze...

Zaciskam i ja. Bardzo mocno.

Anonimowy pisze...

Musi być dobrze. Trzymajcie się zdrowo.
Pozdrawiam, edytak.

Martek pisze...

Śliczne dzięki, kochane kobitki.
Pozdrowionka serdeczniaste. :)