piątek, 11 kwietnia 2008

Chore dziecko powinno zostać w domu

Witam Was, kochani, serdecznie. Pogoda u nas pochmurna nieco, a mimo to z przyjemnością szłam rano z Asia do przedszkola. Pewnie dlatego, że wiatr dał sobie wreszcie na wstrzymanie.
W szatni jak prawie nigdy spotkało się o jednej porze kilkoro przedszkolaków i każdy w dobrym nastroju. Ich rodzice także. Czyżby to świadomość ostatniego dnia roboczego? Przypuszczalnie tak, bo ja sama na myśl o dwóch dniach bez pośpiechu odczuwam błogość.
Niestety, po odprowadzeniu Asi na salę świetny humor nieco przygasł. W kącie na leżaku leżała opatulona kocem po same uszy jedna z koleżanek Mysi, przyprowadzona przez NIEPRACUJĄCĄ mamę mimo 39 stopni temperatury. Nie zdziwię się, gdy i moje dziecię rozłoży choroba, bo przedwczoraj dokładnie to samo było z jednym z chłopców z Asiolkowej grupy.
Nigdy nie zrozumiem takich mam, które zamiast zadbać należycie o chorą pociechę dla kilku godzin świętego spokoju odstawiają ją do przedszkola, a wezwane przez wychowaczynię owszem zjawiają się, ale...po kilku godzinach właśnie. Zgodnie z planem znaczy się. Co ciekawe, te same mamuśki mają wiele do powiedzenia, gdy same stoją po drugiej stronie barykady...Ech...
darmowy hosting obrazków

3 komentarze:

Kasia pisze...

Też się z tym spotkam w przedszkolu Grzesia,niestety.Przedszkolanki normalnie powinny nie przyjmować takie dzieci i już.
Mam nadzieję,że Asiulkę ominą zarazki koleżanki.
Nas nie ominęły niestety i od poniedziałku chorujemy.
Pozdrawiam z deszczowego i w niektórych jeszcze miejscach zimowego i czasem bez prądowego Stargardu.:))

KajaS pisze...

No cóż... to faktycznie problem, moje bachorki też chorują...:( Ale nie o tym chciałam pisać.... Nie mogę się napatrzeć na Asiola na tej fotce, tak ładnie wyszła.... Pozdrówka z Rzeszówka :)

zimbabwe pisze...

Zgadzam się. To głupie że protestują w szkołach i przedszkolach tam, gdzie ktoś chory przewlekle albo niepełnosprawny, a jak ktoś łazi zakaźnie chory to nikt nic nie widzi. Ja pamiętam tylko że jak już przeszłam w marcu najgorszą część antybiotykoterapii i przyszłam do szkoły to wszyscy gadali że zarażam, ale zanim lekarz rozpoznał zapalenie zatok i łaziłam tak parę dni, to nikt się nie bał. Co z oczu, to z serca... Pozdrawiam.