poniedziałek, 21 lutego 2011

Chorujemy...

Nic z tego nie rozumiem. Nasze psy już dawno sierść zrzucać zaczęły, jestem też już po pierwszej w tym roku akcji usuwania kleszczy żądnych krwi moich trzech pupilek, a tymczasem zima zawitała na nowo i jakby ostrzej. Temperatura spadła poniżej 10 stopni, a okolicę znów pokryła warstwa świeżego białego puchu. Brr! Tu, gdzie mieszkam, zima to nic przyjemnego. Co najwyżej przez szybę.
Jutro, zamiast do szkoły na bal karnawałowy, wybierzemy się z Asią do pediatry. Nie chorowała, jeśli pamięć psikusa mi nie płata, ze 2,5 roku i tak już okrzepłam z myślą, że swoje już odchorowała, że z ogromnym zaskoczeniem odczytywałam wczoraj co kilka godzin wysokość gorączki (39 - 39,5), a usłyszawszy jak się popołudniu rozkaszlała, uszy z przerażenia zatkać musiałam. Ale za to po raz pierwszy od "stu lat" miałam absolutną pewność, że temperatura nie miała związku z pęcherzem, pewność, że to nie ZUM kolejny. Od kilku dni bowiem mocz Asika jest wzorowy po prostu. Nie mam jedynie pewności czy to za przyczyną Urovaxomu (jesteśmy mniej więcej w połowie 3-mies. kuracji), czy też radykalny odwyk od słodyczy przyniósł taką poprawę.
W oczekiwaniu na wizytę u lekarza (na chwilę obecną nawet w prywatnej przychodni czeka się kilka dni), faszeruję Myszkę tabletkami czosnkowymi (Ali Baby), syropem p/kaszlowym, Rutinaceą i herbatką z sokiem malinowym. Ostatni czopek p/gorączkowy był konieczny rano, ból brzuszka, jaki pojawił się ok. południa minął po ok. trzech godzinach, na szczęście, jednak apetytu nadal brak, a i z piciem trochę krucho. Co dalej? Ano zobaczymy. Mam nadzieję, że mimo wszystko obejdzie się bez antybiotyku.
Przykro mi bardzo, że choróbsko dopadło Asiolka akurat teraz. Nie tydzień przed czy choćby dzień po balu. Siedzę sobie teraz i zastanawiam się, tak ogólnie, nie tylko w odniesieniu do straconej zabawy, skąd u takiego małego dziecka tyle pokory wobec życia i skąd tyle zgody na konieczność zmiany planów? Skąd umiejętność rezygnacji, nie bez żalu wprawdzie, ale jednak? Zakupiona wczoraj suknia balowa (piękna, złota, na którą tata nie pożałował stówy, aż w szoku byłam), nieprzymierzona nawet, dziś wróciła do Smyka. "To nic nie szkodzi, Marta. W przyszłym roku kupimy inną. Może się nie rozchoruję." Moja mała, dzielna córeczka...


Pozdrawiam ciepło,
Marta.
22 lutego 2011 r.
Już po wizycie. Asia ma paskudne zapalenie gardła i tchawicy. Pani doktor zaordynowała Zinnat na 7 dni, z nadzieją, że choróbsko nie rozwinie sie w drzewie oskrzelowym. Do niedzieli siedzimy w domu plackiem, a potem zobaczymy. Może nie bedzie konieczności zmiany antybiotyku po trzech dniach kuracji i w poniedziałek Asia bedzie mogła już do szkoły pojechać.

4 komentarze:

KajaS pisze...

Zdrówka duuuuużo życzę :)
A Bysiek ma szkarlatynę...
Całusy ;)

Martek pisze...

O kurczę. Lekarka wczoraj zastanawiała się nawet, czy to czasem nie początek szkarlatyny (nie tylko zbadała, ale i obejrzała Asię dokładnie). Asia co prawda ma już w książeczce zdrowia wpis, że ją przeszła, ale wg słów pediatry na szkarlatynę można chorować kilka razy. Więc skoro miała niedawno kontakt z Bysiem niech ewentualnie choruje teraz, a nie w maju. Hi hi.
Pozdrówka dla Was, buziaki i niechaj Bysio zdrowieje szybciorem.

KajaS pisze...

Myślę, że nie musicie się martwić, że od Byśka mogła złapać sz. bo Bysiek złapał ją dopiero w przedszkolu, już po tym jak widzieliśmy się z Wami :)
Pozdówka.

Anonimowy pisze...

Dużo zdrówka dla Asi.
Pozdrawiam, edytak